KONKURS: Wygraj wejściówki na występ cyrku WARSZAW...Już w ten weekend na lubińskich błoniach odbędą się wsytępy Cyrku Warszawa. Specjalnie dla naszych czytelników przygotowaliśmy konkurs w którym mo... »
- 28.07 Na spotkanie 200 km/h
- 28.07 Rada KGHM nie wprowadziła żadnych zmian ...
- 27.07 Wyniki kontroli ITD i Policji w Polkowic...
- 27.07 Cyrk Warszawa w Lubinie
- 23.07 Bajm i Paranienormalni w Polkowicach!
- 19.07 Blackout grozi KGHM
- 19.07 Gorączka piłkarska opanowała świat
- 16.07 Dźgnął nożem swojego kolegę
- 16.07 Pół miliona złotych: efekt kontroli zwol...
- 07.07 Kurdowie w Oborze
Data dodania: 09 grudnia 2008 — Kategoria: Gazeta POLSKA

Na Dolnym Śląsku problem eurosieroctwa najbardziej dotknął powiat kłodzki. Tam blisko tysiąc dzieci zostało w kraju bez jednego lub dwójki rodziców - tak wynika z danych Dolnośląskiego Kuratorium Oświaty.
Rzecznik Praw Dziecka alarmuje, że liczba może być jednak dużo
większa. Szacuje, że w Polsce jest ponad sto tysięcy eurosierot. Według
danych kuratorium ogólna liczba to 90 tysięcy. Zjawisko cały czas nie
jest jednak dokładnie zbadane. Pracuje nad tym specjalna komisja
międzyresortowa, powołana przez Elżbietę Radziszewską, pełnomocnik
rządu ds. równego statusu prawnego.
- Czas najwyższy, by uświadomić sobie, że problem jest poważny i złożony - mówi Radziszewska.
Rząd po raz pierwszy zajął się eurosieroctwem na poziomie
ministerialnym. Do tej pory powstało kilka analiz, z których nic nie
wynikało.
- Potrzebne są zmiany w prawie, jesteśmy w trakcie ich opracowywania - przyznaje Radziszewska.
Chodzi przede wszystkim o nałożenie na rodziców ustawowego obowiązku
wyznaczania opiekunów prawnych w przypadku, kiedy oboje wyjeżdżają za
granicę. Taki przepis obowiązuje np. na Litwie.
Że jest to konieczne
choćby w przypadku choroby dziecka, przekonał się Anatol Bujar z
Jeleniej Góry. Lekarz nie chciał zdjąć jego wnuczce gipsu, bo nie miał
na to zgody rodziców.
- Ale wprowadzenie takiego przepisu nie jest
łatwe, bo rodzice wyjeżdżający za granicę mieliby tymczasowo
ograniczone prawa rodzicielskie - wyjaśnia Radziszewska.
Wyniki prac komisji będą znane w połowie przyszłego roku. Czekają na
nie dyrektorzy szkół, którzy często mają związane ręce, kiedy uczeń
zostaje w kraju bez opiekuna prawnego.
- A bez jego zgody nie może
np. pojechać na szkolną wycieczkę - mówi Halina Mackiewicz, dyrektorka
szkoły w Boguszowie-Gorcach pod Wałbrzychem. Niedawno zapobiegła
tragedii. Zaalarmowała służby, że dwoje dzieci nie chodzi do szkoły.
Okazało się, że razem z szóstką rodzeństwa przeniosły się do innego miasta. Ich rodzice pracowali w tym czasie w Niemczech. Opiekowała się nimi 18-letnia siostra, która kilka miesięcy wcześniej została mamą. Rodzina wegetowała w skandalicznych warunkach, a żadne z dzieci nie chodziło do szkoły.
Dyrektor Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 1 w Kłodzku przyznaje, że eurosieroty często mają gorsze wyniki w nauce.
-
Problemy pojawiają się też, kiedy szkoła chce skontaktować się z
rodzicami. Wtedy okazuje się, że może się z nimi spotkać np. dopiero za
pół roku. W tym czasie zastępują ich dziadkowie lub starsze rodzeństwo.
I to zastępstwo w większości przypadków źle wpływa na ucznia - tłumaczy
Zbigniew Armata, dyrektor kłodzkiej szkoły.
Marek Michalak, rzecznik praw dziecko, przekonuje, że dzieci przede wszystkim potrzebują miłości.
-
I rodzice muszą o tym pamiętać - mówi Marek Michalak. Sam odbierał
telefony od najmłodszych, którzy dzwonili na alarmowy telefon RPD.
Dzieci mówiły wprost: proszę powiedzieć mamie, że nie potrzebuję
pieniędzy, chcę tylko, żeby była ze mną. - Kiedy rodzice już muszą
wyjechać, to niech zabierają dzieci ze sobą albo niech zostanie z nimi
jedno z nich - mówi Michalak.
Monika Pudło z Wałbrzycha przekonuje, że wyjazd jednego z rodziców
nie musi być dla dzieci dramatem. Jej mąż pracuje za granicą. Ona z
dwójką synów została w Polsce. Chłopcy świetnie sobie radzą w szkole,
mają stały kontakt z ojcem.
- Wolałabym mieć męża przy sobie, ale wiem, że w takiej sytuacji też można sobie radzić - mówi.
Nastolatki wstydzą się przyznać, że tęsknią za mamą i tatą
Rozmowa z Dorotą Podolską, pedagogiem szkolnym
Czy rozstanie z jednym rodzicem, który wyjedzie do pracy za granicę, może źle wpływać na rozwój dziecka?
Nie zawsze. Wszystko zależy od tego, jak rodzic, który jest na miejscu z dzieckiem, dba o pociechę. A przede wszystkim o jego kontakt z drugim opiekunem. Pracowałam z różnymi dziećmi, w wiejskich i miejskich szkołach. Nie wszystkie tzw. eurosieroty stwarzały problemy wychowawcze. To kwestia bardzo indywidualna.
Jakie zachowanie dziecka wskazuje na to, że ma problem w związku z wyjazdem rodziców?
W pierwszej kolejności powinni zauważyć to nauczyciele. Sytuacja, kiedy bardzo dobry uczeń nagle zaczyna mieć słabsze stopnie, już powinna zaniepokoić. Podobnie jest, kiedy grzeczne dziecko zaczyna sprawiać problemy. To nie zawsze musi mieć podłoże w tym, że rodzice wyjechali do pracy. Najważniejsze jest jednak, żeby reagować szybko i zapobiegać poważnym problemom. Poza tym, dzięki temu dzieci czują, że ktoś się nimi interesuje.
Zachowując się źle, próbują zwrócić na siebie uwagę?
Bardzo często tak właśnie jest. Zwłaszcza wśród nastolatków. Zwykle wstydzą się oficjalnie powiedzieć, że brakuje im mamy albo taty. Obawiają się reakcji rówieśników, tego, że wystawią się na pośmiewisko. Próbują więc w inny sposób pokazać, że jest im źle. Wiem z doświadczenia, że już podczas pierwszej rozmowy z pedagogiem otwierają się. Łatwiej jest im powiedzieć komuś dorosłemu, że po prostu tęsknią za rodzicami.
Sylwia Królikowska
Źródło: POLSKA Gazeta Wrocławska
Więcej informacji z Lubina i regionu codziennie w POLSKA Gazeta Wrocławska
Wszystkie komentarze umieszczane przez użytkowników i gości portalu są ich osobistą opinią. Redakcja oraz właściciele portalu nie biorą odpowiedzialności za komentarze odwiedzających.

