KONKURS: Wygraj wejściówki na występ cyrku WARSZAW...Już w ten weekend na lubińskich błoniach odbędą się wsytępy Cyrku Warszawa. Specjalnie dla naszych czytelników przygotowaliśmy konkurs w którym mo... »
- 28.07 Na spotkanie 200 km/h
- 28.07 Rada KGHM nie wprowadziła żadnych zmian ...
- 27.07 Wyniki kontroli ITD i Policji w Polkowic...
- 27.07 Cyrk Warszawa w Lubinie
- 23.07 Bajm i Paranienormalni w Polkowicach!
- 19.07 Blackout grozi KGHM
- 19.07 Gorączka piłkarska opanowała świat
- 16.07 Dźgnął nożem swojego kolegę
- 16.07 Pół miliona złotych: efekt kontroli zwol...
- 07.07 Kurdowie w Oborze
Data dodania: 26 stycznia 2009 — Kategoria: Gazeta POLSKA

W Karkonoszach GOPR ma pełne ręce roboty. Wielu turystów przecenia swoje umiejętności.
W
Szklarskiej Porębie padł właśnie rekord stycznia. Przez trzy ostatnie
tygodnie ratownicy GOPR udzielili pomocy blisko 80 poszkodowanym. To aż
dwa razy tyle, co przed rokiem. W Karpaczu połamanych jest nieco mniej,
ale przyjezdnych na ferie z dnia na dzień przybywa, więc pewnie i tam
padnie rekord.
- Ludzie bez rozgrzewki, przygotowania i ćwiczeń idą od razu na stok - alarmuje Andrzej Kruk, instruktor narciarski.
Skutek jest taki, że narciarze łamią ręce i nogi. Ale nie tylko.
- Coraz więcej jest ofiar ostrych krawędzi nart i snowboardów - mówi Zbigniew Nakielski, ratownik Karkonoskiej Grupy GOPR.
Rozpędzeni narciarze tracą panowanie nad szybkim sprzętem i wpadają
na innych. Ranią ich przy tym krawędziami nart. Rozcinane są głowy,
uda, dłonie.
- Takich urazów mamy coraz więcej - przyznają lekarze w izbie przyjęć szpitala w Bukowcu, dokąd goprowcy zwożą lżej rannych.
Bardziej skomplikowane złamania leczone są na oddziale ortopedii w
Szpitalu Wojewódzkim w Jeleniej Górze. Tam trafiła 35-letnia Ewa z
Poznania, która przyjechała na ferie do Szklarskiej Poręby razem z
12-letnim synem.
- To był moment - opowiada nam kobieta. - Narta złapała lód, upadłam, poczułam wielki ból w nodze.
Pani Ewa ma kontuzję kolana. Czeka ją długa rehabilitacja.
-
A wystarczyłoby, gdyby codziennie przed wyjazdem robiła ćwiczenia na
wzmocnienie nóg - mówi Andrzej Kruk. I dodaje, że wystarczy kilkanaście
przysiadów przy ścianie.
Liczba wypadków rośnie, bo ludzi na stoku jest coraz więcej. Jednak
głównym powodem jest brawura i brak przygotowania kondycyjnego.
Ratownicy i instruktorzy zgodnie przyznają, że większość narciarzy
trafia na stok niemal wprost zza biurka. Niewielu z nich przygotowuje
się wcześniej do narciarskiego sezonu.
- Na nartach carvingowych
pozornie łatwo się jeździ. Ludzie biorą jedną, dwie lekcje i ruszają na
trasy - wyjaśnia Andrzej Kruk. - Brak kondycji, opanowania nart i o
wypadek nietrudno - dodaje.
Osobną grupę zagrożenia stanowią snowboardziści. Dlaczego?
- Nasze nartostrady są zbyt wąskie i często niezbyt starannie przygotowane - wyjaśnia instruktor.
Młodzi szaleją na nartach
Coraz więcej Polaków wyjeżdża podczas ferii na narty. Nadal większość wybiera nasze góry.
Tylko
co piąty dorosły Polak potrafi jeździć na nartach lub snowboardzie,
dwie trzecie preferuje polskie ośrodki narciarskie. Ponad połowa
uprawia białe szaleństwo w towarzystwie rodziny. A 39 procent polskich
narciarzy i snowboardzistów to młodzi ludzie w wieku 15-29 lat.
Jacek Jaśko
Źródło: POLSKA Gazeta Wrocławska
Więcej informacji z Lubina i regionu codziennie w POLSKA Gazeta Wrocławska
Wszystkie komentarze umieszczane przez użytkowników i gości portalu są ich osobistą opinią. Redakcja oraz właściciele portalu nie biorą odpowiedzialności za komentarze odwiedzających.
