KONKURS: Wygraj wejściówki na występ cyrku WARSZAW...Już w ten weekend na lubińskich błoniach odbędą się wsytępy Cyrku Warszawa. Specjalnie dla naszych czytelników przygotowaliśmy konkurs w którym mo... »
- 28.07 Na spotkanie 200 km/h
- 28.07 Rada KGHM nie wprowadziła żadnych zmian ...
- 27.07 Wyniki kontroli ITD i Policji w Polkowic...
- 27.07 Cyrk Warszawa w Lubinie
- 23.07 Bajm i Paranienormalni w Polkowicach!
- 19.07 Blackout grozi KGHM
- 19.07 Gorączka piłkarska opanowała świat
- 16.07 Dźgnął nożem swojego kolegę
- 16.07 Pół miliona złotych: efekt kontroli zwol...
- 07.07 Kurdowie w Oborze
Data dodania: 03 lipca 2009 — Kategoria: Gazeta POLSKA

GPS wskazuje drogę przez most koło Głogowa. To duży błąd. Przeprawy nigdy tam nie było.
Do
Leszkowic w powiecie głogowskim prowadzi wąska i dziurawa droga
wojewódzka nr 330. W centrum wsi jest skrzyżowanie. Przed zjazdem w
kierunku Odry stoi znak: droga bez przejazdu. Jednak nie ma tygodnia,
by właśnie w tę drogę nie wjechał kierowca prowadzony przez GPS,
szukający mostu na Odrze.
Według niektórych map, biegnie tędy trasa z południa Polski w
kierunku Góry i Poznania. Tymczasem w Leszkowicach mostu nigdy nie było
i nie będzie. Najbliższy jest w oddalonym o 15 km Głogowie.
Pół
biedy, gdy na wał przeciwpowodziowy wjedzie samochód osobowy. Zdziwiony
kierowca, na widok rwącej rzeki, bez śladu mostu, przetrze oczy,
zawróci i odjedzie. Gorzej, gdy przeprawy szuka kierujący ciężarówką.
-
Kilka miesięcy temu zapukał w nocy do domu młody, wystraszony chłopak.
Prosił o ciągnik, bo jego samochód zakopał się w błocie nad samą rzeką
- opowiada Paweł Safranionok, który od 40 lat mieszka tuż przy
odrzańskim wale.
Wyciąganie pojazdu trwało całą noc. Trzeba było
sprowadzić na miejsce ciężki sprzęt. - Już po wszystkim spytałem
kierowcę, dlaczego tu wjechał, skoro na skrzyżowaniu stoi znak, że
ulica jest ślepa. Odpowiedział, że przyprowadziła go nawigacja
samochodowa - mówi Paweł Safranionok.
Podobnych historii tamtejsi
mieszkańcy znają setki. Pamiętają, jak w czasach PRL-u mostu szukała
kolumna radzieckich żołnierzy. Trafił się też niemiecki cyklista. Długo
stał nad Odrą, czytał mapę i kręcił głową. W końcu poprosił o
przewiezienie łódką na drugi brzeg. A potem sfilmował Odrę i
powiedział, że pokaże w domu, jak wyglądają polskie mosty.
Mieszkańcy Leszkowic przyznają, że trafiają się też bardzo nerwowi
kierowcy. Kiedy dowiadują się, że mostu nie ma, wpadają w złość.
-
Był gość, który krzyczał, że nie mam racji, bo na jego najnowszej mapie
most jest i koniec - opowiada Liliana Żak ze sklepu w Leszkowicach. -
No to mu powiedziałam: jedź pan i szukaj!
W dniu, gdy odwiedziliśmy Leszkowice, na wał zajechało małżeństwo z Francji. Kobieta łamaną polszczyzną pytała o most.
- Jedziemy z Jeleniej Góry do Poznania - wyjaśniała. - Mówiłam mężowi, żeby tu nie wjeżdżał, ale zaufał GPS-owi.
Nowoczesne
systemy nawigacyjne bez wątpienia pomagają kierowcom szybciej dotrzeć
do celu. Ale posiadanie nawet najlepszego urządzenia nie zwalnia
kierowcy z przestrzegania przepisów ruchu drogowego, a przede wszystkim
- z myślenia.
Firmy produkujące systemy nawigacyjne zapewniają, że mapy są często aktualizowane.
-
W Polsce nie ma centralnej bazy z informacjami o układzie dróg - mówi
Anna Trzeskowska, dyrektor firmy Ima-gis, jednego z producentów GPS-ów.
- Mapy są tworzone na podstawie już istniejących. Aktualizują je nasi
pracownicy. Część danych otrzymujemy od właścicieli dróg.
Droga biegnąca przez Leszkowice należy do Dolnośląskiej Służby Dróg i Kolei.
- Nie mamy wpływu na wydawnictwa map samochodowych - mówi rzeczniczka firmy Joanna Jarocka. - Żadne z nich nie zwróciło się do nas z prośbą o aktualizację układu drogowego w województwie dolnośląskim. A na naszych mapach nie ma mostu w Leszkowicach.
Mimo znaków wjechał do jeziora
W Polsce rośnie liczba przypadków bezmyślnego używania systemu GPS.
W ubiegłym roku w województwie opolskim kierowca mercedesa, kierując się wskazaniami GPS, wjechał do sztucznego jeziora.
Mężczyzna
zignorował trzy znaki drogowe informujące o zamknięciu tego odcinka
drogi. Zanim się zorientował, wjechał kilkanaście metrów w głąb
zbiornika. Wraz z dwójką pasażerów wspięli się na dach, skąd
telefonicznie wezwali pomoc. Inny kierowca, z okolic Lublina, chciał
dzięki nawigacji szybciej dotrzeć do domu. Ale zamiast asfaltowej
szosy, GPS wskazał leśne dróżki. Kierowca zgubił się w lesie z żoną i
dwójką dzieci. Na pomoc wezwał policję.
Grażyna Szyszka
Źródło: POLSKA Gazeta Wrocławska
Więcej informacji z Lubina i regionu codziennie w POLSKA Gazeta Wrocławska
Wszystkie komentarze umieszczane przez użytkowników i gości portalu są ich osobistą opinią. Redakcja oraz właściciele portalu nie biorą odpowiedzialności za komentarze odwiedzających.
